Makijaż
Paznokcie
Recenzje

sobota, 17 grudnia 2016

Projekt denko | Zużycia minionego miesiąca { Październik & Listopad }


Dość długo zbierałam się do stworzenia tego wpisu - być może przytłaczała mnie ilość zużytych produktów (; Też tak czasem macie? W ubiegłych miesiącach udało mi się zużyć większość zapasów jeśli chodzi o pielęgnację aczkolwiek nie obyłoby się również bez kosmetyków kolorowych ;) Na początku stycznia pojawi się kolejny wpis z tej serii gdyż pudełko przeznaczone do tego celu wypełnia się po brzegi. Jeśli jesteście ciekawe co takiego dokładniej zdobyło miano "denka" tym razem to zapraszam do dalszej części wpisu! 


Pielęgnacja włosów

Projekt denko | Zużycia minionego miesiąca { Październik & Listopad }

Isana, Professional, szampon do włosów, Połysk koloru czerwonego

Tego szamponu używałam jeszcze za czasów moich rudych włosów i szczerze mówiąc spodziewałam się po nim czegoś więcej. Fajnie mył, dobrze się pienił aczkolwiek nie spowalniał wypłukiwania się koloru przez co nie przedłużał jego intensywności. Tytułowego połysku koloru czerwonego również nie zaobserwowałam. Z racji tego, że powróciłam do brązów więcej po niego nie sięgnę ;) Dodatkowym jego plusem jest fakt, iż nie przesuszył mi włosów, nie spowodował nawrotu łupieżu ani także nie podrażnił bądź uczulił. Ot taki sobie szampon w niskiej cenie.

Barwa Ziołowa, Szampon pokrzywowy

Całkiem fajny szampon w niskiej cenie. Tak jak poprzedni nie przesuszył mi włosów, nie spowodował nawrotu łupieżu ani nie podrażnił/uczulił, dobrze się pienił i to wszystko. Nie wykluczone, że jeszcze kiedyś po niego sięgnę ;) 

Kallos, Blueberry, Jagodowa maska do włosów

Dość długo nie byłam przekonana do masek Kallosa - nakładane na kilka godzin często powodowały brak objętości oraz ulizanie jednak z tą wersją bardzo się polubiliśmy zapewne ze względu na nieco inne zastosowanie. Kładę ją tuż po umyciu na kilka minut - max. 2 - od ucha w dół dzięki czemu końcówki tak jak w przypadku olejku są zdyscyplinowane, miękkie oraz błyszczące. Nie kosztuje zbyt wiele a jej ogromna pojemność gwarantuje Nam zadowolenie przez długi, długi czas. Niestety w wersji bananowej - którą również miałam - na dłuższą metę zaczął mi przeszkadzać jej dosyć chemiczny zapach. Na pewno nie było to moje ostatnie opakowanie ;)

Bania Agafii, Szampon do włosów `Aktywator wzrostu`

O tym szamponie wspominałam niejednokrotnie - w zapasach znalazłam ostatnie opakowanie zakupione dobrych kilka miesięcy temu. Kosmetyk ten przyjemnie pachnie, ładnie się pieni, nie podrażnia skóry głowy a dodatkowo kosztuje niewiele. Domywał wszystko co miał domywać, nie powodował niestety ogromnego przyrostu miesięcznego jednak zapewne miał swój wkład w zahamowanie procesu wypadania włosów ;) Na pewno jeszcze kiedyś po niego sięgnę.

Alterra, Maska nawilżająca do włosów suchych i zniszczonych `Granat i aloes`

Mój wybawiciel i hit wśród hitów! :) Pisałam o niej już w 2013 roku i od tamtej pory zdania na jej temat nie zmieniłam. Bezapelacyjny ulubieniec do którego powracam w razie większych kryzysów. Polecam każdemu! 

Auchan, Maska ekstremalnie nawilżająca

Maskę tą kupiłam z czystej ciekawości gdyż czytałam kilka pozytywnych recenzji na jej temat. Na moich włosach spisała się, hmmm ... sama nie wiem. Całkiem dobrze nawilża lecz bardziej wymagające włosy nie będą w 100% "zadowolone" aczkolwiek jakieś efekty można zobaczyć w ekspresowym czasie. Nie wiem czy kupię ją ponownie. 

Radical, Szampon przeciw wypadaniu włosów

Miniaturkę tą dostałam przy okazji październikowego pudełka ShinyBox: Think Pink - Nie daj się wycyckać rakowi! Jak już wspominałam w oddzielnym poście niestety po tak małej ilości nie mogę jednoznacznie stwierdzić czy faktycznie radzi sobie z problemem niemniej jednak nie przesuszył mi włosów, nie powodował nawrotu łupieżu, swędzenia ani pieczenia skóry głowy. Posiada dość lejącą konsystencję która nie przecieka przez palce.  


Joanna, Color Naturia #241 & #242

Jak już niejednokrotnie wspominałam jestem ogromną fanką tych farb a raczej byłam - w swojej "karierze" przeszłam przez niezliczone ilości opakowań. Niestety czar prysł jak bańka mydlana po odkryciu nowych - ale o nich kiedy indziej ;) Joanna w swojej ofercie posiada ogromną paletę kolorów tak więc każda powinna znaleźć coś dla siebie, ponadto nie kosztują zbyt wiele ale ... nie raz zdarzało mi się, że wypłukiwała się w bardzo nieestetyczny sposób bądź wymywała znacznie szybciej z rozjaśnionych końców - niby nic takiego jednak przy codziennym myciu włosów praktycznie znikała po 1 - 1,5 tygodniu. Zdarzały się i takie momenty - zwłaszcza przy rudym odcieniu - że nie łapała praktycznie w ogóle. Czy kupie ją ponownie? Na chwilę obecną nie.

Palette, Deluxe Farba do włosów #679  

Zapragnęłam czerwonych, ciemnych czerwonych włosów i takie faktycznie miałam - przez tydzień! Po tym czasie wypłukiwała się ona pozostawiając po sobie jedynie czerwone refleksy. Nie uczuliła mnie, nie spowodowała wypadania włosów i chwała jej za to. Niestety nie kupię jej ponownie nawet w innym odcieniu. 

Joanna, Color Professional - Profesjonalna farba do włosów #7.4

Kolejna przygoda z farbami Joanny tyle tylko, że z serii Color Professional. Przyznam szczerze, że już nie pamiętam nawet tego koloru ale wydaje mi się, że również dość szybko się wymył patrząc po wcześniejszych egzemplarzach ;)


Pielęgnacja włosów & ciała


BeBeauty Creme, Kremowy żel pod prysznic - Kokos i melon

Przepiękny zapach, ogromna pojemność, przystępna cena  i pompka - czy może być coś lepszego? Chyba nie. Żel ten bardzo dobrze się pieni, nie podrażnia skóry ani nie wysusza jej ;) Wystarczy niewielka ilość dzięki czemu jest niesamowicie wydajny. Występuje w kilku wariantach zapachowych więc bez problemu każdy znajdzie coś dla siebie. Jego zapach jeszcze przez jakiś czas utrzymuje się na ciele za co dostaje ode mnie ogromnego plusa! Czy kupię ponownie? Oczywiście! 

Schwarzkopf, Szampon Essence Ultîme Caviar + Hair Renew 

Mówiąc szczerze, zbyt wiele od szamponu nie wymagam - pragnę tylko aby nie plątał ani nie wysuszał moich włosów oraz skóry głowy, nie powodował nawrotu łupieżu ale dobrze je oczyszczał i ten właśnie taki był. Nie powodował także szybszego przetłuszczania. Jego kremowa, perłowa konsystencja bardzo dobrze się pieni dzięki czemu wystarczy niewielka jego ilość - nie przecieka przez palce. Do tego posiada bardzo ładny, perfumowany zapach który większości powinien przypaść do gustu. Pozostawiał moje włosy miękkie w dotyku jednak nie zachwycił mnie na tyle abym kupiła go ponownie w cenie 22,99 zł.  Znam lepsze szampony za niższą cenę;)

Avon Sun + - Samoopalacz w musie z kompleksem ujędrniającym

Nigdy nie korzystałam z solarium i nigdy nie zamierzam tego robić więc wszelkiego rodzaju produkty samoopalające są u mnie mile widziane przez cały rok. Z tym produktem polubiłam się już po pierwszej aplikacji. Kupiłam go po recenzji Hani i nie żałuję. Pozostawiony na całą noc następnego dnia daje przepiękną, złotą opaleniznę. Schodzi bardzo równomiernie nie powodując plam jednak trzeba pamiętać o peelingu przed jego aplikacją oraz nawilżaniu całego ciała. 2 warstwy nałożone dzień po dniu dają bardzo widoczny efekt - jak byśmy dopiero co wróciły z wakacji. Na pewno zagości u mnie jeszcze nie raz ;) 

Joanna, Sweet Fantasy - Ekspresowa odżywka do włosów `Kokos`

Nie, nie, nie i jeszcze raz nie! Pisałam o niej przy okazji mini recenzji pudełka ShinyBox - Like Dream  i nadal podtrzymuje zdanie na jej temat. Niestety nie sprawdziła się na moich zniszczonych, wysokoporowatych włosach. Po jej nałożeniu na końcówki czułam, że są one bardzo tępe i szorstkie w dotyku. Jest to odżywka b/s jednak nie wyobrażam sobie pozostawić jej na włosach gdyż zauważyłam, że są one wtedy w opłakanych stanie - posklejane, nie dające się rozczesać, matowe i bez życia. Niestety nie spełniła obietnic producenta o jedwabiście gładkich i lejących włosach. Ponadto posiada lekko chemiczny zapach kokosa.

Idunn Naturals, Puder kąpielowy - Zielona herbata

Kolejny kosmetyk z pudełka ShinyBox. Chyba jestem jedną z niewielu osób które nie przepadają akurat za tego typu produktami. Według producenta puder ten miał za zadanie działać relaksująco i odprężająco a efekt musowania zapewniać delikatny masaż całego ciała. Ponadto zawarty w nim olej z Milli oraz olej migdałowy miały zapewnić utrzymanie właściwej elastyczności skóry oraz wygładzenie jej a jak było naprawdę? Przyznam szczerze, że poza pięknym zapachem zielonej herbaty, drobinkami pływającymi w wodzie nie zaobserwowałam niczego innego. Skóra nie była wysuszona lecz taka jak po każdej innej kąpieli. Całe opakowanie powinniśmy zużyć na raz jednak wydawało mi się to zbyt dużą dawką tak wiec wykorzystałam go na dwa razy.


Pielęgnacja twarzy & ciała


Elfa Pharm, Żel pod prysznic Fresh Juice

Ten gagatek również pochodzi z pudełka SB. Posiada bardzo ładny zapach który niestety nie utrzymuje się zbyt długo na ciele - a szkoda!  W całej gamie żeli Fresh Juice występuje ok. 9 wariantów zapachowych więc każdy znajdzie coś dla siebie ;) Za pojemność 500 ml płacimy 8,99zł więc jest to jak najbardziej adekwatna cena. Producent zapewnia Nas o delikatnym oczyszczeniu, uspokojeniu i nawilżeniu skóry jednak czy aby na pewno tak jest? Pomimo obecności SLS w składzie nie zaobserwowałam przesuszenia więc jest to ogromnym plusem. Ogólnie jest bardzo przyjemnym kosmetykiem i na pewno jak tylko zobaczę go w drogerii skuszę się na niego ponownie.

Garnier, Skin Naturals, płyn micelarny z olejkiem arganowym & płyn micelarny 3w1

O różowej wersji 3w1 pisałam jakiś czas temu na blogu jednak od tamtego momentu moja opinia na jego temat diametralnie się zmieniła - zaczął mi najzwyczajniej w świecie przeszkadzać jego ziemisty zapach - czy tylko ja to czuję? Średnio także radzi sobie z domywaniem makijażu, wcześniej muszę użyć olejku do demakijażu. Wersja w olejkiem arganowym stosowana na całą twarz może zapychać czego na szczęście nie zaobserwowałam. Znacznie lepiej radzi sobie z domywaniem makijażu i dodatkowo posiada przepiękny zapach. Pozostawia po sobie niestety tłustą warstwę. Posiadam zarówno jedną jak i drugą wersję w zapasie. 

Evree, Różany tonik do twarzy do skóry suchej i mieszanej

Niejednokrotny ulubieniec!  Pisałam zarówno o jednej jak i drugiej wersji w osobnym wpisie. Różana znacznie bardziej przypadła mi do gustu - kto by pomyślał ;) Posiada dokładnie taki sam zapach jak mój ulubiony krem 30+ marki Evrēe - niestety nie każdemu przypadnie on do gustu aczkolwiek nie jest także nachalny i po chwili znika. Jako iż jest to kosmetyk w formie mgiełki wystarcza na znacznie dłużej a niżeli aplikowany za pomocą płatka kosmetycznego, wydajność określiłabym na ok. 2-2,5 miesiąca podczas użytkowania przynajmniej 2 razy dziennie. Świetnie sprawdzał się także do scalania warstw makijażu, nie przedłuża jego trwałości ale także nie skraca. Podczas jego stosowania moja skóra się uspokoiła, nie czerwieniła się tak bardzo, stała się gładsza i milsza w dotyku, nawilżona. Produkt ten szybko się wchłania nie pozostawia po sobie  tłustej ani lepkiej warstwy. Pomimo iż jest on przeznaczony do cery suchej i mieszanej przy mojej tłustej chętnie po niego sięgam. Nie zapycha, nie uczula, nie podrażnia ani nie ściąga. Posiadam już kolejną sztukę w zapasie i na pewno nie będzie ona ostatnią ;)

Bania Agafii - Żeńszeniowy scrub do twarzy 

Kupiłam go po wielkich zachwytach na youtube i szczerze mówiąc to nie do końca się z nim polubiłam. Jest to peeling solny który na drugim miejscu w składzie posiada glicerynę zaś na trzecim masło shea. Konsystencję określiłabym jako gęstą pastę o kremowym kolorze zaś zapach jego bardzo delikatnym. Jest to typowy zdzierak o diabelskiej mocy dlatego też odradzałabym go osobom z wrażliwą skórą. Po jego zastosowaniu cera była dobrze oczyszczona, miękka oraz gładka w dotyku przy czym lekko zaczerwieniona. Niestety coś mi w nim przeszkadzało i raczej nie sięgnę po niego ponownie.

Evrée, Essential Oils - Krem do twarzy o działałaniu nawilżającym

 Krem sam w sobie jest idealny do stosowania na co dzień, bardzo dobrze rozprowadza się na skórze, błyskawicznie wchłania nie pozostawiając tłustej warstwy. Doskonale współgra z podkładami. Nie zapycha oraz nie podrażnia. Wersja Essential przeznaczona dla skóry suchej i normalnej aczkolwiek z moją tłustą cerą również bardzo fajnie się dogadywał. Pozostawiał ją odżywioną, nawilżoną, gładką i miękką w dotyku. Zmniejszał ponadto zaczerwienienia i podrażnienia dzięki czemu lubiłam sięgać po niego po bardzo mocnych peelingach mechanicznych :) Nie wykluczone, że jeszcze kiedyś po niego sięgnę - bądź po różanego brata ;) 

Janda, Krem pod oczy 50+ na dzień dobry i na dobranoc

Jest to produkt praktycznie bezzapachowy. Wystarczy znikoma ilość do pokrycia skóry pod oczami przez co jest bardzo wydajny i wystarczy na długi czas. Podczas jego stosowania raz dziennie na noc moja Mama zaobserwowała lekkie nawilżenie oraz ujędrnienie skóry. Nie zredukował on w większym stopniu worków pod oczami jednak cienie wydają się jakby mniejsze. Niestety kilka razy po jego aplikacji pojawiło się uczucie pieczenia skutkujące następnego dnia zaczerwienieniem spojówki. Jeżeli mowa o efekcie wygładzenia i liftingu to jeśli był to bardzo znikomy. Niestety przez te przykre skutki nie zagości on ponownie na Naszej półce. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że krem ten miał do czynienia z wrażliwymi oczami - osobiście jeśli stosowałam go rano nie widziałam niczego niepokojącego.


Kosmetyki kolorowe


Kobo Professional, Make Up Fixer Spray - Utrwalacz do makijażu

Niestety do fixera marki Kryolan mu daleko. Kupiłam go na początku swojej przygody z tego typu produktami. Jako posiadaczka cery tłustej na większe wyjścia pragnęłam nieskazitelnego makijażu przez wiele godzin bez konieczności poprawek. Jest to kosmetyk który dobrze a nawet bardzo dobrze się rozpyla a jego atomizer nie stwarza najmniejszych problemów. Łatwo dostępny w Naturze w szafach marki Kobo. Wystarczy niewielka ilość dzięki czemu jest wydajny. Kompletnie nie widać go na twarzy a efekt ściągnięcia znika po ok. 30 sek. Niestety to tyle z jego plusów gdyż niestety nie zauważyłam żadnego utrwalenia mojego makijażu - trzymał się on tyle co zwykle.Wspomnianemu wcześniej fixerowi marki Kryolan zaufałam w dniu ślubu i ten spisał się na medal - trzymał makijaż w ryzach na mur beton ;) Niestety po tytułowy nigdy więcej nie sięgnę. 

Maybelline, Fit Me Anti-Shine Stick - Podkład w sztyfcie 

Kupiłam go pod wpływem pozytywnych recenzji jakie czytałam na jego temat oraz atrakcyjnej ceny na do widzenia w Rossmannie i niestety się zawiodłam. Posiada bardzo ładny odcień, neutralny zapach i wygodną aplikację jednak to wszystkie jego zalety. Zaaplikowany na całą twarz wygląda nieco pudrowo, nie matuje na zbyt długo - przypudrowany utrzymuje się jakieś 3-4 godziny, zbiera się we wszelkich załamaniach skóry. Gdy lekko przetrzemy czymś po twarzy natychmiast tworzy nieestetyczne "gołe" placki - najzwyczajniej w świecie znika. Posiada lekkie w stronę średniego krycie które można minimalnie nadbudować. Muszę nadmienić, iż moja cera jest cerą tłustą więc według obietnic producenta powinien zapobiegać nieestetycznemu błyszczeniu się cery a niestety tak nie jest. Zużyję to jako korektor na drobne niedoskonałości jednak jeśli będziecie chciały po niego sięgnąć to ze swojej strony go nie polecam ;) 

Wibo, Panoramic Lashes Shine & Volume Mascara

O ile moje rzęsy bardzo polubiły się z tanim tuszem Lovely Pump up - tak tutaj niekoniecznie. Z tego co pamiętam to kupiłam ją na którejś z promocji Rossmanna i wtedy kosztowała grosze, cena regularna to 13,99 zł. Tusz ten posiada tradycyjną, włochatą szczoteczkę która jest dość sporych rozmiarów. Dość dobrze rozczesuje rzęsy nie sklejając ich, posiada bardzo czarny kolor który w fantastyczny sposób podkreśla spojrzenie idealne do dziennego makijażu pozostawiając nasze rzęsy ładnie pogrubione i podkręcone - na wieczorowy efekt można nadbudowywać kolejnymi warstwami. Jedyną jego wadą która skreśla go po całości w moich oczach jest fakt kruszenia się i osypywania w ciągu dnia - myślałam, że jest to jednorazowy wybryk jednak działo się to za każdym razem gdy go aplikowałam.  

L'Oreal Paris, Infallible 24H-Matte - Podkład matujący #22 Radiant Beige

Wspominałam o nim nie raz - w szufladzie posiadam jeszcze 3 opakowania więc o czymś to świadczy ;) Na mojej cerze bez poprawek śmiało wytrzymuje ok. 6 godzin, nie oksyduje ani nie zbiera się w załamaniach. Niestety czasem lubi przesuszać jednak wystarczy lekki krem nawilżający i problem znika. Jego główną wadą jest dosyć uboga kolorystyka. Odcień 22 jest ładnym, średnim odcieniem w żółtej tonacji którego śmiało mogę używać przez większość roku, natomiast 24 idealnie pasuje do opalenizny zarówno naturalnej jak i sztucznej ;) Niestety jaśniejsza 20 wypada na mojej karnacji różowo. Śmiało mogę go Wam polecić jeśli jeszcze nie miałyście styczności. 

Catrice, Camouflage Cream - Korektor kryjący

Swego czasu pisałam o nim w osobnym wpisie - najlepszy jak do tej pory z niskiej półki cenowej ;)  Dostępny w 3 odcieniach: 010, 020, 025 tak więc każda powinna znaleźć odpowiedni dla siebie odcień. Posiada dość mocne krycie ale także tłustawą konsystencję która średnio sprawdza się stosowana pod moimi oczami - lubi zbierać się w załamaniach po porządnym zagruntowaniu, dodatkowo jest trochę ciężki jak na tą delikatną okolicę. Nie jest to produkt zastygający do matu - bliżej mu do satyny. Fajnie sprawdza się również jako baza pod cienie po wcześniejszym odtłuszczeniu powieki podbijając pigmentację cieni - w tej roli utrzymuje się na powiekach dobre 8-9 godzin. Nakładany na pojedyncze niedoskonałości fantastycznie wtapia się w skórę nie odcinając się na niej.

Inglot, Puder do modelowania twarzy HD FREEDOM SYSTEM #503

Jeden z pierwszych pudrów do rozświetlania okolicy pod oczami z jakimi miałam styczność ;) Posiada bardzo ładny, jasny odcień który posiada lekką, satynową formułę - nie jest tępa w aplikacji dzięki czemu nie zrobimy sobie nieestetycznie wyglądających plam. Doskonale możemy stopniować efekt jaki chcemy uzyskać. Dzięki niemu zagruntowany korektor nie zbiera się w drobnych załamaniach. Jak większość kosmetyków tego typu jest bardzo wydajny. Nie kruszy się, nie pyli w ogromnej ilości. Gdyby nie fakt, iż na rynku dostępnych jest znacznie więcej pudrów rozświetlających na pewno wróciłabym do niego ponownie - tymczasem w najbliższym czasie będę testowała najnowsze dziecko marki Kobo: Brightener Matte Powder.

Invisibobble, Gumki do włosów

Niezastąpione jeśli chodzi o utrzymywanie moich włosów. Gumka którą widzicie powyżej ma więcej niż półtora roku - ratowałam ją jedynie raz wrzątkiem ;) Więcej na ich temat możecie przeczytać w osobny wpisie - tutaj. Osobiście polecam!


L'Oreal, True Match - Korektor dopasowujący się do skóry #01

Przyznam szczerze, że na początku naszej wspólnej drogi nie polubiłam się z nim głównie przez jego żółty odcień ( #01 ) jednak z nienawiści doszło do miłości i na chwilę obecną nie wyobrażam sobie nie posiadać go w swojej kosmetyczce. Fantastycznie rozświetla okolicę pod oczami, nie zbiera się w zmarszczkach, nie oksyduje oraz nie wysusza zbyt mocno skóry. Posiadam kolejne opakowanie w zapasie ;) 

Kobo Professional, Modeling Illuminator - Modelujący korektor rozświetlający do twarzy #101

Niestety musiałam się z nim pożegnać gdyż najzwyczajniej w świecie mi się rozwarstwił - podzielił na pigment oraz wodnistą substancję. Nie krył w 100% aczkolwiek nie zbierał się za bardzo w załamaniach, nie oksydował jednak posiadał różowy odcień. Niestety po tej przygodzie nie zamierzam więcej do niego powracać.

Maybelline, Lasting Drama Gel Liner - Eyeliner w żelu

Eyeliner ten służył mi przez bardzo długi czas - wreszcie postanowiłam zastąpić go czymś nowym z czystej ciekawości. Wybór padł na Inglota w którym jestem zakochana. Maybelline posiada bardzo ładną czerń która wysycha na matowo, nie rozmazuje się w ciągu dnia, nie kruszy, nie utrudnia aplikacji a co ważniejsze utrzymuje się cały dzień. Bez problemu możemy wydobyć ze słoiczka odpowiednią ilość kosmetyku - nie zauważyłam żeby wysychał w ekspresowym tempie, dopiero pod koniec musiałam wspomagać się płynem Duraline. Jak już wspominałam jest niesamowicie wydajny co bez wątpienia jest jego plusem. Jeśli szukacie czegoś w przystępnej cenie a jeszcze nie miałyście z nim styczności to polecam kupić go na Rossmannowej promocji ;) 

Uff! To już wszystko ;) A co Wam udało się zużyć w ostatnim czasie? Miałyście styczność z tymi kosmetykami? Podzielcie się koniecznie swoim zdaniem na ich temat (:



Bądź na bieżąco!
- Instagram - Facebook -



21 komentarzy
  1. Ale sporo denek Ci się uzbierało ;) Czytałam wiele dobrych opini o rosyjskim szamponie Aktywator wzrostu jednak ja się z nim nie polubiłam :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Denko mega :) A ja ze swojej strony polecam Wam gadżet, który pomógł mi przywrócić bardzo dobre nawilżenie skóry: filtr prysznicowo-kąpielowy z systemem kdf- filtr uzdatnia wodę kranową tak, że usuwa z niej chlor i fluor oraz osad mineralny czyli substancje przesuszające.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze Ci poszło.
    Ciekawi mnie ten dwufazowy micel.

    OdpowiedzUsuń
  4. krem z evree mialam i ja - skonczylam 3 opakowania :) teraz koncze wersje rozana, jest bardzo podobna tylko inny zapach - konsystencja odrobine bogatsza choc tak samo swietnie spisuje sie pod podklad :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Sporo zużyć. Ja z Isany miałam wersję nawilżającą i był to również szampon. Niestety podobnie jak u Ciebie był dla mnie taki o, krzywdy nie zrobił ale szału też nie. :-) Zaś odżywka nawet nieźle mi się sprawdziła :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Maskę Alterra oczywiście znam ale u mnie jakichś spektakularnych efektów nie dawała :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Sporo zużyć!:)
    Ja właśnie używam tych płynów Garnier: różowego oraz tego z olejkami. Jeden i drugi bardzo lubię i chyba ciężko byłoby mi wybrać, który z nich jest lepszy :D Może z czasem, któryś stanie się ulubieńcem

    OdpowiedzUsuń
  8. Sporo tych kosmetyków. Płyn z garniera bardzo lubię za skład. Czerwone włosy szybko się wpłukują, najlepiej farbować fryzjerskimi i później stosować tonery.

    OdpowiedzUsuń
  9. kamuflaż Catrice też jakoś ostatnio zużyłam, już wleciał nowy do toaletki :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Na mnie ta maska Kallosa nie zrobiła duzego wrażenia, ale nakładana przed myciem była ok ;) Alterrę za to bardzo lubię! Natomiast eyeliner z maybelline dość mocno mi się odbijał, nie byłam z niego zadowolona ;(

    OdpowiedzUsuń
  11. Spore to denko :) Dużo produktów znam. Uwielbiam ten korektor z Loreala ;) Alterrę też bardzo polubiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Wow, ilość zawrotna, szczególnie jeśli chodzi o kolorowe kosmetyki. Kilka produktów sama znam i lubię np. eyeliner Maybelline czy płyny Garnier :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojej, nie wyrzucaj Invisibobble, to normalne, że trzeba je regularnie zalewać gorącą wodą,ja swoje zalewam po każdym użyciu (mam ich tyle że robię to co 2 tygodnie), ale dopóki się nie rozerwie zawsze się zmniejszy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Przepiękne zestawienie zdjęć. Przyznam się szczerze, że pierwszy raz trafiłam na bloga i już jestem zakochana w Twojej estetyce. Nie mówię tutaj tylko o pisaniu, które dla oka jest przyjemne, ale i o pogrupowaniu produktów. Wreszcie mogę się odnaleźć na zdjęciach w tym co opisuje autor.

    Co do kosmetyków:
    Maska Kallos- na pewno ten zapach wpada na moją listę do wypróbowania :) Miałam te w zielonym opakowaniu-> fajna, ale chemiczny zapach mnie trochę odstraszył, waniliowa-> moja obecna miłość, pewnie długo ze mną nie zostanie z racji tego, że uwielbiam jej zapach. :)
    Alterra- miałam od nich balsam ochronny do ust. Mój strzał w 10. :) Na prawdę dzięki tej pomadce polubiłam rossmannowskie produkty :)
    Evre, korektor Loreala- to moje kosmetyki z listy do wypróbowania :). Po świątecznych prezentach mam nadzieję, że pojawią się na nie fundusze :)
    Złamała mi jedynie serce opinia o ekspresowej odżywce od Joanny, bo wygląda na prawdę obiecująco :c

    OdpowiedzUsuń
  15. sporo zużyć, moja mama też używa tego podkładu z loreala. Ja w tym miesiącu też zużyłam sporo kosmetyków oliwkę z semilaca, masło do ciała z natury i tusz z Wibo zostaną ze mną na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  16. ale duże denko ; ) ale produkty świetne

    OdpowiedzUsuń
  17. Piankę samoopalającą Avon również kupiłam po recenzji Hani i bardzo się z nią polubiłam ;) Generalnie się nie opalam i moja bladość raczej mi nie przeszkadza, ale czasami na wiosnę lubię się trochę przybrązowić, żeby nikogo nie oślepić bielą moich nóg spod spódnicy. Pianka bardzo dobrze się aplikuje i daje naturalny efekt, którego oczekuję.
    O tym toniku Evree czytałam już na kilku blogach i bardzo kusi mnie jego zakup. Zastanawiam się również nad tym nowym różanym produktem Bielendy, ale podejrzewam, że ostatecznie zakupię oba.

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja lubię Barwę, też często korzystam z ich szamponów - czasem zmieniam na Joannę - co mi wpadnie w ręce.

    OdpowiedzUsuń