Jak wiemy, nie każda z nas lubi być bladą w zimie dlatego też z pomocą przychodzą nam rożnego rodzaju pomoce, jedną z nich jest między innymi balsam brązujący z Lirene o którym Wam po krótce opowiem ;-)
Balsam brązujący Lirene Body Arabica to prawdziwy kawowy deser do codziennej pielęgnacji ciała. Stopniowo tworzy naturalną i delikatną opaleniznę, a specjalnie dobrane składniki zapewniają ucztę skórze. Bogata w olej z karotki i specjalny składnik samoopalający formuła, wzmacnia naturalny kolor skóry, nadając efekt naturalnej opalenizny. Specjalnie opracowany kompleks Slim, oparty na ekstrakcie z ziaren kawy arabskiej i ostrokrzewu paragwajskiego, wyszczupla i ujędrnia skórę, a zawarta witamina E dba o odpowiednie nawilżenie i kondycję skóry. Dostępny w dwóch wersjach: + Cafe Latte (do jasnej karnacji) + Cafe Mocha (do ciemnej karnacji)
Zacznę może od tego, że jest to już moje zużyte ente opakowanie więc co nieco na jego temat wiem ;) Nie zbiera on pochlebnych opinii np. na wizażu bo tam najczęściej zaglądam ale! No właśnie. Wszystko jest dla ludzi i wszystko można znieść. Opakowanie jest bardzo poręczne i praktyczne, nie wyobrażam sobie takiego balsamu w słoiczku! Nawet z nabalsamowanymi dłońmi jesteśmy w stanie doskonale sobie poradzić. Co do konsystencji to jest wręcz idealna jak dla mnie, nie za gęsta nie za rzadka. Producent mówi nam iż jest to balsam brązująco-ujędrniający- z tym pierwszym się zgodzę, ale o tym zaraz natomiast nie oszukujmy się ujędrnienia żadnego nie ma! Zapach to kwestia gustu, ja po prostu go uwielbiam i mogłabym wąchać cały czas zaś wiem, że ma również swoich przeciwników więc kto co lubi. Efekty są widoczne już po pierwszym użyciu ale nie spodziewajmy się wielkiego WOW już za pierwszym razem. Do kompletnego efektu potrzeba jakichś 2-3 prób więc stosunkowo niewiele. Świetnie sprawdza się przed jakimiś ważnymi wydarzeniami kiedy to chcemy wyglądać zjawiskowo. Oczywiście, przy nieumiejętnym nakładaniu można zrobić sobie krzywdę ale to tak jak przy każdym produkcie tego typu chociaż powiem, że w porównaniu z balsamem Dove Lirene jest o niebo lepszy! Posiadałam zarówno wersję dla ciemnej jak i jasnej karnacji i muszę przyznać, że nieźle się spisują i nie zamienię ich na nic innego! ♥ Cena: ok. 15zł / 250ml


Mam ten balsam cały czas i jestem z niego zadowolona. Z Lirene miałam kiedyś inny i "żółcił" niemiłosiernie. Natomiast ten jest naprawdę fajny i też bym go poleciła :)
OdpowiedzUsuńChociaż jestem strasznym bledziakiem, to jakoś nie mogę się przekonać do kosmetyków bronzujących. ;)
OdpowiedzUsuńLubię ten balsam ;) Ale efekt był dla mnie za słaby i trzeba było dłużej stosować ten balsam:P TEraz mam piankę brązującą z Dax,jestem o wiele bardziej zadowolona, ponieważ szybko brązowi skórę.
OdpowiedzUsuńuzywalam i rowniez moge powiedziec, ze jest extra;) obecnie uzywam podobnego kosmetyku z Marizy
OdpowiedzUsuńPróbowałam też i tego balsami, ale po prostu odpuściłam sobie przyciemnianie cery, nie przeskoczę tego że jestem biała jak papier:) Przyzwyczaiłam się do białości i dobrze mi z tym. Ale zapach... no cóż jak dla mnie trochę smrodek, ale porównując do innych balsamów tego typu - ma chyba zapach z którym najłatwiej wytrzymać.
OdpowiedzUsuńMówisz, że do swojej bladości nie możesz się przyzwyczaić? Ja tam ma tak, że czuję że moja białość przebija się nawet przez sztuczną opaleniznę :)
UsuńTeż go używałam, jednak jakiś czas temu przerzuciłam się na Ziaję :D
OdpowiedzUsuńAle miło go wspominam :)
uwielbiam ten balsam;)
OdpowiedzUsuńW zimę zdecydowanie z mniejszą częstotliwością, jednak cały czas mam tego typu balsamy na uwadze :)
OdpowiedzUsuńSzczególnie nogi :P
ja używam od czasu do czasu, balsamu bronzującego z Safiry
OdpowiedzUsuńA ja miałam go jakiś czas temu:)
OdpowiedzUsuńI muszę powiedzieć, że byłam zadowolona:)
Ja bym bardzo chętnie sobie poużywała, tylko lenistwo mnie zatrzymuje, bo nie chce mi się balsamować całego ciała po wyjściu z prysznica:P
Ale zacznę chyba;p Aktualnie mam balsam brązująco ujędrniający z Eveline i muszę go zacząć testować:)
pozdrawiam:*
Bardzo go lubię, dla mnie zapach ma dla mnie magiczny :)
OdpowiedzUsuńmialam ,dla mnie mało wydajny. polecam z ziaji sopot;)
OdpowiedzUsuńbardzo go lubię świetnie i równomiernie opala ;)
OdpowiedzUsuńa co do notki poprzedniej tak myślałam że była :D ;)
ja jestem fanką wersji DOVE ale tego też spróbuję;*
OdpowiedzUsuńsuper post kochana
♥ ♥ ♥ ♥
CAŁUSY!
Ola
ja szczerze mowiac, to nie przebadam za balsami brazujacymi/samoopalaczami ;P
OdpowiedzUsuńco do czcionki to jak dla mnie mogłaby być odrobinkę większa, albo ciemniejsza ;)
u mnie znów nowość :D zapraszam ;)
Nie używam czegoś takiego :)
OdpowiedzUsuńOddałam głos ;d
OdpowiedzUsuńużywam dokładnie takiego samego balsamu jak Ty :) Kocham, kocham, kocham! :)
OdpowiedzUsuńzagłosowałam ;)
OdpowiedzUsuńja używam tej samej czcionki i jest ok, nie wiem, czemu ludzie się czepiają ;)
OdpowiedzUsuńTego balsamu nie miałam ale czytałam dużo pozytywnych recenzji :) Na zimę w sam raz bo już bledniemy powoli po letniej opaleniznie ;/
OdpowiedzUsuńja nie używam takich kosmetyków bo boję się ze przesadzę i bd chodzić cala brązowa;p
OdpowiedzUsuńNie słyszałam o takim produkcie po przeczytaniu notki z chęcią go zakupie :) Albo nie doczytałam albo nie pisze gdzie jest kupiony :] Jeśli można to chciała bym wiedzieć :) I czcionka przyznaje że jest troszkę za mała można by ją troszkę powiększyć ;]
OdpowiedzUsuńJa sie wystrzegam kremów brązujących, bo wyglądam jak wysmarowana czekoladą... Albo z solarium :D Buziaki, zapraszam w wolnej chwili ;)
OdpowiedzUsuńMam na niego chrapkę, jednak obiecałam sobie, że dopiero po zużyciu minimum 3 kosmetyków które obecnie wykańczam sprawię sobie to cudo (lub krem do stóp, który jest na wykończeniu).
OdpowiedzUsuńnie miałam i pewnie mieć nie będę, nie lubię samoopalaczy ;p
OdpowiedzUsuńojej to mogłoby coś dla mnie...
OdpowiedzUsuńhttp://coeursdefoxes.blogspot.com/
mozesz zwiekszyc odrobinkę czcionkę. ja czasem uzywam dove, ale mysle ze nastepnym razem wyprobuje wlasnie ten ;)
OdpowiedzUsuńja zawsze byłam panikarą ale starałam się z tym walczyć, teraz wszystko mi jedno :P
OdpowiedzUsuńSzkoda ze nie mam dostepu do polskich kosmetykow :( ten z checia bym przetestowala :)
OdpowiedzUsuńZagłosowałam w ankiecie ;D
OdpowiedzUsuńprzydałby mi się ten balsam na zimę ;)
OdpowiedzUsuńmiałam ten balsam i jak dla mnie za wodnisty, brak efektów, zapach nie najlepszy ale nie ma to dla mnie znaczenia.. więc chyba kwestia gustu ;)
OdpowiedzUsuńzapraszam na nowy post www.rubber-balloon.blogspot.com
Używam go cały czas, właśnie w okresie zimowy. Wg mnie ze wszystkich dostępnych balsamów brązujących jego zapach najmniej przypomina samoopalacz :)
OdpowiedzUsuńwidzę,że ostatnio te opalające stosujesz balsamy :)
OdpowiedzUsuńczcionka jest ok :)
OdpowiedzUsuńktoś mi kiedyś mówił, że balsam jest niezły, ale sama nie próbowałam :)
OdpowiedzUsuńlubię takie polepszacze opalenizny, bo zimą jestem strasznie blada.. ;(
OdpowiedzUsuńbardzo lubię kosmetyki z liren :)
OdpowiedzUsuńJak dla mnie czcionka jest odpowiednia ;DDD Może ciut większa dla niektórych mogłaby być, ale wygląda dobrze ;DDD
OdpowiedzUsuńa balsam ciekawie się prezentuje ;) Sama bym chciala używac, ale jesczez nie trafiłam na idelany :D W większości przypadkach widac, że jest to balsam albo mogłam panzokciami go ściągać -.- ja nie wiem :D jestem zbyt nieudolna ;D
Hej!:)
OdpowiedzUsuńZostałaś u mnie nominowana do Liebster Blog:)
Mam nadzieję, że zabawa Ci się spodoba:)
Pozdrawiam.
http://couleurs-delame.blogspot.com/2012/11/wyroznienie-liebster-blog.html
Jakoś nie przepadam za balsamami brązującymi.
OdpowiedzUsuńBalsamow ujedrniajacych czy wgle jakos fajnie dzialajacych jest bardzo malo :( A jak juz sa to cena taka ze wole z polski zamowic jakas wielka paczuszke i miec zapasy hehe :)
OdpowiedzUsuńświetna recenzja ale ja nie używam takich produktów :)
OdpowiedzUsuńmnie tak samo, ale solarium mi się nie uśmiecha ;p
OdpowiedzUsuńJak lubisz :) to czemu by nie :)!
OdpowiedzUsuńTo mój ulubiony balsam brązujący, ale efektu ujędrnienia nie zauważyłam;)
OdpowiedzUsuńja jednak zawsze wolałam Dove ;) Czcionka jest czytelna nie musisz jej zmieniać;)
OdpowiedzUsuń