Manicure
Makijaż
Recenzje

wtorek, 4 listopada 2014

Lubisie minionego miesiąca | Październik 2014.


Październik już za nami tak więc pora na ulubieńców - jak zwykle zleciał on niebywale szybko z resztą jak każdy z ostatnich miesięcy :) O dziwo znalazłam 3 rzeczy z pielęgnacji które skradły moje serce na tyle, aby zdobyć miano Lubisia! co nie zdarza się dość często gdyż trudno jest mi dogodzić w tej sprawie :) Na blogu również zachodzą zmiany - pojawił się nowy system komentarzy Disqus przed którym dość długo się broniłam jednak stwierdziłam, że im szybciej tym lepiej. Ponadto  na bieżąco będę widziała ewentualne Wasze pytania i szybciej pojawią się na nie odpowiedzi. Dajcie znać, czy jesteście na TAK czy też zniechęca Was do komentowania a tymczasem zapraszam na dalszą część. 


Zaczynając od wspomnianej pielęgnacji - udało mi się pozbyć z czoła podskórnych grudek które dość długo "zdobiły" me lico i za żadne skarby nie chciały odpuścić ( musiały mnie bardzo lubić!:D ). Sięgnęłam najpierw po sam Effaclar Duo + raz dziennie jednak nie było wielkiego wow jak za pierwszym razem. W łazience od dłuższego czasu stał również przykurzony Pharmaceris T z 10% kwasem migdałowym. Przyszła jesień i kupiłam serum z Bielendy o którym pisałam ( tutaj ) oraz rozpoczęłam walkę. Wspomnę jedynie, że Skinoren przepisany przez dermatologa nie zadziałał tak jak to trio. Tym sposobem Effaclar ląduje codziennie rano pod makijaż zaś serum i krem z kwasem na noc - czoło praktycznie gładkie jak pupa niemowlaka (teraz przed kobiecymi dniami rozpoczął się armagedon jednak mam nadzieję, że się ustatkuje). Na pewno jeszcze nie raz zagoszczą one w mojej kosmetyczce ;)


Pędzlami po które sięgałam z ogromną chęcią w ubiegłym miesiącu był Stipple Brush z Elfa oraz pędzel do różu z Kozłowskiego. Skunksem nakładałam przede wszystkim róż oraz także łagodziłam granice powstałe pomiędzy różem a bronzerem - wypróbujcie tej metody a zobaczycie różnice, gwarantuję :) Kozłowski przeznaczony do nanoszenia różu jest jednak jak dla mnie za mały ale świetnie spisuje się w duecie z rozświetlaczem - myślę, że to nie będzie jedyna sztuka pędzla z tej firmy gdyż kuszą mnie kolejne ;)) 


Firma Makeup Revolution podbiła moje serce wieloma produktami - bez wątpienia będą nimi folie w złotym i srebrnym odcieniu które dają efekt który sroki lubią najbardziej czyli niesamowitego błysku na powiece a do tego utrzymują się przez cały dzień i nie rolują w załamaniach. Cielistych cieni nigdy za wiele - ten w odcieniu Touch Me powala swą pigmentacją a dodatkowo kosztuje jedynie 5zł. Do folii dodawana jest podstawka która fantastycznie spisuje się do aplikowania na nią podkład zamiast na dłoń jeśli nie chcemy ich brudzić ;) 


Rozświetlacz MUR tak samo jak i wcześniejsze produkty  oczarowały mnie pigmentacją jak i odcieniem ( oddzielny post na temat wszystkich perełek tej marki które posiadam pojawi się niebawem ).  Nowe dziecko marki Kobo - bronzer świetnie nadaje się dla osób o jasnej karnacji zaś przy ciemniejszej wystarczy nanieść większą ilość i również będzie idealnie zaznaczał kości policzkowe :) Z Dermacolem nie polubiłam się z racji tego, że naniesiony na całą twarz nie dość, że ją zapychał to wyglądał jeszcze tragicznie jak maska Halloweenowa czego oczywiście nie chcemy. Znalazł się jednak w ulubieńcach ze względu na  miejscowe krycie - na jednym z policzków posiadam czerwone plamki z którymi nie każdy podkład potrafi sobie poradzić ( czasem nawet Revlon Colorstay przegrywa ) a dzięki niemu nogę zniwelować ten problem :) Niepozorny, dwustronny tusz marki Maybelline robi z moimi rzęsami cuda - wyglądają naprawdę jakby były sztuczne co z resztą mogłyście zauważyć przy okazji recenzji odżywki Long 4 Lases - osobiście polecam! ;)  


Dajcie znać jakie produkty w ubiegłym miesiącu podbiły Wasze serca
i co sądzicie o zainstalowaniu Disqusa na bloga? ;)) 


Bądź na bieżąco!
- Instagram - Facebook -